Pewne zwyczaje ludowe sięgają lat tak dawnych, że dziś już nikt nie pamięta, skąd się właściwie wzięły. Są też tacy, którzy nawet ich nie znają, albowiem nigdy nie mieli okazji się z nimi zapoznać. Należy do nich na przykład taki wejdźmin. Wejdźmin zna się na różnych rzeczach, ale na tym akurat nie zna się wcale.
Gejralt siedział właśnie na płocie przed karczmą i próbował zrozumieć jeden z nich. Znalazł się w tym miejscu, albowiem przypadkiem zasłyszał, iż w niejakim Patykowie chłopi zamierzają spalić a potem utopić pewną Marzannę, aby przegonić zimno. Gejralt szybko połączył fakty i uznał, że znęcanie się nad niewinną dziewczyną aby zdjąć, jak sądził, klątwę, jest wysoce nieakceptowalne.
Na miejsce dotarł na czas i zabronił chłopom wykonania obrzędu, w wyjątkowo obsceniczny sposób informując ich, że muszą być nienormalni, co zaskutkowało tym, że jego też wpierw chcieli spalić, a potem utopić. Kiedy okazało się, że nie ma żadnej klątwy a owa Marzanna to słomiana kukła, postanowił uciec i odreagować w karczmie, cztery wsi dalej – tak na wszelki wypadek.
– Masz – rzekł Zołman przynosząc mu kufel piwa. – Gdybym wiedział, że idziesz na ratunek Marzannie…
Gejralt przyglądał się w ciszy kolejnemu pochodowi zmierzającemu w stronę rzeki z płonącą lalką na czele.
– Dziękuję – odparł. – W Homo Moher nie topiliśmy Marzanny. Tam były inne zabawy.
Zołman wdrapał się na płot i usiadł obok Gejralta.
– Nawet nie zapytam jakie – rzekł.
– Co prawda raz spaliliśmy podobiznę Wazelina na głównym placu – ciągnął wejdźmin – ale nie pamiętam dlaczego. Przedawkowałem wtedy eliksiry. Za to dobrze pamiętam co było potem jako kara.
– Uważaj żebyś piwa nie przedawkował, bo po nim zawsze ganiasz dzieci.
– Dzieci, dzieci. Ja nigdy nie będę miał dzieci.
– A nie mów hop! Jeszcze cię kiedyś jakaś dziewka spije, zaprowadzi na sianko za stodołą i wychędoży! Ha ha!
– Ona mnie? Czym? – spytał wejdźmin całkiem poważnie.
– Noo… – przeciągnął krasnolud. – Normalnie.
– Ciebie kiedyś jakaś wychędożyła?
Zołman nie chciał powiedzieć, ale Gejralt nie dawał mu spokoju.
– Noo… Tak – odparł krasnolud.
Wejdźmin ponownie zastanowił się.
– Czym? – spytał.
– Noo… niczym. Po prostu mnie… wychędożyła.
– Czym?
Krasnolud zaczął żałować, że wdał się w tę dyskusję.
– Przecież one tam nic nie mają – stwierdził wejdźmin.
Zołman westchnął i wziął łyk piwa. Uznał, że jego przyjaciel nie poderwałby nawet kozy. Gejralt zdziwił się, że Zołman wie o kozach, toteż szybko zmienił temat i powiedział mu, że wyjątkowo ładnie dziś wygląda. Krasnolud nauczył się nie reagować na zaloty Gejralta. Gejralt z kolei nie zwracał uwagi na zaloty kobiet, które zdarzały się rzadko, ale zdarzały się kobiety, których niecodzienna uroda i wygląd wejdźmina budziły zainteresowanie.
– Podobasz się tamtej dziewczynie – powiedział w końcu Zołman, a wejdźmin powiódł za jego wzrokiem.
– Skąd wiesz? – zapytał.
– Bo gapi się na ciebie odkąd tu siedzimy.
Gejralt spojrzał na krótkowłosą postać w spodniach.
– To nie jest dziewczyna tylko chłopak.
– Kurwa, jak ty nic o kobietach nie wiesz. Widziałeś kiedyś chłopca z takimi cyckami?
Wejdźmin zaprzeczył i przyznał, że nie zwrócił na nie uwagi.
Coraz dłuższe spojrzenia w jej stronę i dyskusja pomiędzy nimi ośmieliły ją. Uznała to za zaproszenie. Dziewczyna ruszyła naprzód poruszając się w rytm Mlaskrowej lutni, który zabawiał miejscowych pod karczmą prezentując swoją nową kompozycję rozpoczynającą się od słów „Frędzelki są fajne, jadę na koniu”. Zarobił już nawet pół korony, pomidorem i jajkiem, bo zapomniał co było dalej.
– Cześć – powiedziała, stając przed Gejraltem, który tak się odchylił, że prawie spadł z płota. – Fajne spodnie – stwierdziła. – Drapieżne takie.
– Tak… – odparł wejdźmin gładząc swoje chude nogi odziane w leginsy w panterkę. – Ty masz fajne… – spojrzał na biust dziewczyny, który znalazł się na wysokości jego oczu. – Zz… zęby. Takie duże i… po… za… okrąglane.
– He he he he he he… – krasnolud zaśmiał się. – Zaraz dostaniesz w mordę.
– Może twój kolega zostawiłby nas na chwilę samych? – zaproponowała, wymownie spoglądając na krasnoluda.
– Już mnie nie ma! – zawołał Zołman i zeskoczył z płota.
– Zołmanie… Zołman… Z… – próbował powstrzymać go wejdźmin, ale na próżno.
Gejralt wciągnął policzki.
Dziewczyna zajęła miejsce krasnoluda i wodziła oczami po obiekcie swego zainteresowania. Ten spojrzał na nią ukradkiem i wziął potężny łyk piwa przez słomkę.
– Ładny wisiorek – zagadała. – Nie widziałam takiego wcześniej. Co to takiego?
– To? – zapytał, pokazując medalion. – To jest serce.
Dziewczyna roześmiała się.
– Zabawny jesteś. Pewnie w środku nosisz portret swojej dziewczyny – kontynuowała. – Mogę dotknąć? – spytała, wciąż wpatrzona w niego jak w obrazek. – Tego twojego serca?
– No dobra… Możesz… O matko…! – zaświergotał wejdźmin. – To nie jest serce.
– Wiem – dziewczyna uśmiechnęła się i wyjęła rękę spomiędzy nóg Gejralta. – Postawisz mi drinka? Może ja tobie też potem coś po…
Wejdźmin zakrztusił się piwem i zaczął kaszleć.
– Tam u góry, na antresoli w tawernie, jest takie fajne miejsce – ciągnęła. – Moglibyśmy tam pójść, pogadać…
– O czym? – zapytał szybko.
Dziewczyna roześmiała się ponownie uznając, że jest uroczy. Zerwała się i pociągnęła go za rękę.
Wejdźmin był przestraszony. Nie miał nic przeciwko rozmowie, ale w tym przypadku czuł, że nie o rozmowę tu chodzi. Serce waliło mu w piersiach, w rytm drżącego medalionu. Spojrzał na okno prowadzące na strych.
– Ty pierwszy – powiedziała wskazując na drabinę.
– Nie, nie. Ty idź, a ja… Za chwilę przyjdę.
– Obiecujesz?
Wejdźmin mruknął nieprzekonująco zmuszając się do uśmiechu.
– Pójdę tylko po to piwo. Chciałaś piwo?… – zapytał.
– Może być.
– O, no to fajnie. To ja idę.
Gejralt oddalił się szybkim krokiem. Zlokalizował niezwykle rzadki uśmiech Zołmana i ruszył w jego stronę.
– Zołmanie, uciekamy stąd – powiedział.
Uśmiech zszedł z twarzy krasnoluda.
– Teraz – postulował wejdźmin.
– Dlaczego?
– Miałeś rację z tą dziewczyną. Ona chce żebym z nią poszedł na pięterko. Już tam czeka.
Krasnolud zaśmiał się.
– No to idź do niej! – zawołał.
– A w życiu.
– Czego się boisz? To tylko dziewczyna. Przecież cię nie zje.
Wejdźmin spojrzał na poddasze. Dziewczyna wyglądała przez małe okienko w szczycie i machała mu z uśmiechem. Gejralt spojrzał na krasnoluda. Ten westchnął.
– No to idź jej chociaż powiedz, że nici z tego. Nie uciekaj, ona tam czeka – poradził Zołman. – I nie denerwuj się tak.
Gejralt przytaknął, wziął głęboki oddech i wpierw skierował się do baru po to, co obiecał.
– Ja pierdolę… Co za baran… – jęknął krasnolud, kiedy wejdźmin odszedł.
– Słyszałem – zawołał Gejralt wychylając głowę ze środka tawerny.
Antresola, na którą wdrapał się z dwoma kuflami piwa, była przyjemnie urządzona. Blask świec rozłożonych wśród koców i poduszek dawał przyjemne, uspokajające światło. W dole grono roztańczonych ludzi podskakiwało w rytm muzyki wydobywającej się ze skrzypiec, bębnów i fletów. Przytłumione dźwięki dudniły im w uszach.
– Masz bardzo nietypowy kolor włosów… – westchnęła dziewczyna gładząc miękki kosmyk Gejralta. – Podobasz mi się.
Wejdźmin patrzył na nią całkiem zesztywniały.
– Jak masz na imię? – ciągnęła, czując się coraz swobodniej wśród jego czupryny.
– Gejralt.
– Gej-ralt? – zaakcentowała.
– Tak. No właśnie, bo widzisz – zaczął, odtrącając jej rękę. – To nie takie proste. Chociaż w zasadzie proste.
Odgarnął włosy z pola jej zasięgu i złapał oddech.
Dziewczyna przysunęła się bliżej.
– Tak, Gejralcie?… – szepnęła mu na ucho.
Wejdźmin przestał oddychać.
– Chciałbyś mi coś powiedzieć…? – ciągnęła, błądząc palcami po tygrysich centkach.
– No właśnie nie – przerwał jej, odsuwając się. – Chociaż w sumie tak.
– Nie, tak, nie, tak! – zdenerwowała się. – Co jest z tobą nie tak?!
Dziewczyna pchnęła go, wejdźmin znalazł się na plecach.
– Rety, ile ty masz siły… – zauważył.
– A może to ze mną jest coś nie tak? Nie podobam ci się?! – wrzasnęła niższym o kilka tonów głosem.
– Co…? Nieee… wiem… – dokończył. – Ja po prostu…
Dziewczyna wyszczerzyła zęby. Jej jasna skóra przybrała zgniło-zielonkawy odcień i oblepiła wyschnięte ciało, ukazując wszystkie kości.
– NIE PODOBAM CI SIĘ?! – zaryczała.
Wyglądała jak zwłoki.
Gejralt nie odpowiedział. Odwrócił się na brzuch chcąc wstać, ta jednak chwyciła go za obie kostki i przyciągnęła do siebie. Wejdźmin porysował deski podłogowe paznokciami.
– O Jezu… – jęknął.
Potworzyca przekręciła go z powrotem na plecy i przyszpiliła do podłogi szczerząc niepełne uzębienie kilka centymetrów przed jego nosem. Z jej brzucha wysunęła się trzecia ręka, która zabrała się za usuwanie dolnej części ubioru wejdźmina.
– Jesteś bardzo ładna!… – krzyknął Gejralt.
Potworzyca mruknęła zastygając.
– No mówię ci! To znaczy, wcześniej byłaś, bo teraz to tak średnio… Jeszcze ta dodatkowa ręka, Jezus Maria.
Jej twarz zmarszczyła się w złości, a dodatkowa ręka zaczęła na powrót odpinać zaczepy w spodniach. Wejdźmin uniósł głowę, aby sprawdzić co się dzieję i na widok wijącej się oblepionej ociekającymi flakami trzeciej ręki w jego bardzo cennych okolicach rozszerzył oczy.
– No sama przyznasz, że nie wygląda to najlepiej – powiedział.
Truposzka rozwarła spierzchnięte usta i wydała z siebie długi syk.
– O matko… – wyjęczał wejdźmin. – Byłaś taka piękna, no co zrobiłaś?!…
Potworzyca sapnęła z zainteresowaniem.
– Ty teżżż jesteśśś łaaadny – wycharczała, opluwając go nieco.
Wejdźmin udał, że tego nie zauważył.
– No to widzisz, pasujemy do siebie – przekonywał. – Musisz tylko z powrotem zamienić się w tą ładną dziewczynę, która ma dwie ręce, dwie nogi, dwie zęby i nie pluje.
Potworzyca przekrzywiła głowę jakby czekała na coś więcej.
– Yyy… – stęknął Gejralt, próbując myśleć. – Jak się zamienisz, to sam ściągnę spodnie, bo coś ci nie idzie tym upośledzonym kikutem. Obiecuję. Obiecałem przynieść piwo i przyniosłem. Lubię się rozbierać jak nie wiem co. Albo wiem! – krzyknął nagle. – Lubię ściągać spodnie tak samo jak lubię piwo. A potem będziesz sobie tam robiła co będziesz chciała. Co ty na to?
Potworzyca zmrużyła powieki i odczekała chwilę, po czym owiła się kłębami zielonego dymu i przybrała ludzką postać. Wejdźmin rozluźnił wszystkie kończyny rozrzucając je na boki. Odetchnął choć wiedział, że to jeszcze nie koniec.
– No i? – zapytała.
– Teraz jest dużo lepiej – zauważył przytakując, po czym wstał jednym susem i przeskoczył przez barierkę antresoli wpadając gdzieś pomiędzy roztańczonych gości.
Usłyszał za sobą rozwścieczony ryk. Potworzyca podążyła za nim, tyle że lądując przeleciała przez drewniany strop i wpadła do piwnicy. Bywalcy tawerny zaczęli uciekać. Gejralt wykorzystał sytuację i też wybiegł na zewnątrz. Wiedział, że nie ma wiele czasu. Szybko rozeznał się w sytuacji.
– Mlaskier! – wrzasnął. – Leżeć! – albowiem wiedział, że poeta najszybciej reaguje na proste komendy, takie jak: siad, do mnie, ściągnij, ciągnij i tym podobne.
Zdziwiony grajek przerwał swój najnowszy utwór, zarzucił lutnię na plecy, rozejrzał się i spoglądając na przyjaciela zrozumiał, że tym razem to nie żadne sypialniane żarty.
Potworzyca przeskoczyła przez okno rozbijając je w drobny mak i wylądowała tuż za Mlaskrem. Gdyby nie to, że padł na ziemię, byłoby już po nim. Uniosła się na powykrzywianych nogach i zaryczała w niekontrolowanej złości.
Wejdźmin wiedział, że bestia musi podzielić losy Marzanny. Wyprostował ręce i buchnął w nią żywym ogniem. Łuna srebrnoniebieskiego światła splątała potworzycę. Jej męki były przerażające dla ucha, ale wejdźmin wiedział, że nie może teraz przerwać, że to dla jej dobra, a ludzki głos to tylko płacz nieszczęśliwej niegdyś dziewczyny. Szarpiąc się i krzycząc zwykłym kobiecym głosem, spłonęła zamieniając się w czarny miał. Gejralt podszedł do wciąż rozżarzonego prochu i zebrał go dokładnie w rzucony gdzieś pusty kufel. Na wierzchu położył kwiatka. Wraz z towarzyszami udał się na pobliski cmentarz i odnalazł rozkopany grób, gdzie złożył jej prochy.
– Kurwa mać, co to było – spytał Zołman, wciąż blady jak kartka papieru.
– Paskudnica – odparł wejdźmin.
Paskudnice to bestie, które mogą powstać, kiedy niewiasta przez całe swoje życie próbuje zwrócić na siebie uwagę wymarzonego mężczyzny, ale ukochany odrzuca jej zaloty. Kiedy ona sama umiera z miłości przy jednoczesnej nienawiści do niego, powstaje paskudnica. Bestia ta wygrzebuje się z grobu nieszczęśnicy i przybiera postać pięknej dziewki, która bałamuci młodych mężczyzn. Jest natomiast wybredna i jej wybranek musi się jej naprawdę podobać – podobnie jak ten, za jej życia. Kiedy udaje się jej zdobyć nieświadomego niebezpieczeństwa mężczyznę, pożera go w całości w momencie kiedy ten decyduje się spędzić z nią noc. W ten sposób mści się na całym rodzaju męskim za tego jedynego, który nie chciał jej za życia. Wejdźmin wytłumaczył to Zołmanowi.
– Ja pierdolę… – podsumował krasnolud.
– No widzisz? A mówiłeś, że mnie nie zje – zażartował Gejralt, a wieczorem sprawdził, czy na pewno ma wszystko na swoim miejscu.