Rozdział XI – Pani z Wodospadu

11

Wejdźmin siedział oparty o drzewo i tarł oczy. O wejdźmina opierał się mały Zołman Junior i ciamkał koniec ładnie zdobionej butelki w wiklinowym koszyczku, raz po raz opróżniając jej wnętrze. W ciągu tego czasu Gejralt wymyślił wiele rzeczy i o wielu z nich od razu zapomniał. Inne z kolei nie dawały mu spokoju. Te drugie dotyczyły jego córki i tego, jak będzie wyglądało jego życie, bez względu na to, czy ją znajdzie – czy nie. A co jeśli nie? Maluch przypominający Zołmana, tyle że siedzący na jego udach w liliowej sukience, wcale mu w tym nie pomagał.
++++++Od kilku dni miewał koszmary. Sen powtarzał się i zawsze kończył się tak samo. Ciemnością. Bał się o nim myśleć, bo wiedział, co może oznaczać. Bał się bo czuł, że tym razem sobie nie poradzi. Często myślał też o słowach, które niedawno usłyszał. Wyrazy: „wieści” i „rozchodzą” zaczynały nabierać niepokojącego znaczenia. Denerwowało go też „powoli” i „ostatnio”.
++++++Gejralt zmarszczył brwi. Musiał się skonsultować.
++++++– Wymyśliłeś coś? – przerwał mu Zołman.
++++++Wejdźmin podrapał się po brodzie. Odkąd eliksiry przestały na niego działać (w tym eliksir „Gładszy niż pupka”) na jego twarzy pojawił się lichy, czarnawy zarost. Swędział.
++++++– Tak – powiedział. – Zauważyłeś, że w słowie „krasnolud” jest ukryte drugie słowo?
++++++– Co? – zdziwił się Zołman.
++++++– Lód – Gejralt spojrzał na niego zaczerwienionymi oczami. Nie uśmiechał się.
++++++Zołman postanowił puścić to mimo uszu. Słowo „lód” już od dawna nie kojarzyło mu się ze śmietankową masą w wafelku.
++++++– Wymyśliłem też określenie na twojego syna – ciągnął Gejralt. – Zgwałtolud.
++++++– Ty spałeś coś w ogóle? – krasnolud zachował cierpliwość.
++++++Wejdźmin zamyślił się. Nie odpowiedział.

++++++Zołman nie odszedł. Przechylił głowę i zaczął przyglądać się przyjacielowi. Nie martwił się zbytnio, wiedział bowiem że milczący, irytujący i nieodpowiadający na pytania Gejralt to dobry znak. Zaraz potem spojrzał na swojego potomka i butelkę w wiklinowym koszyczku, której zawartość najwyraźniej bardzo mu smakowała. Krasnolud delikatnie odebrał ją synkowi, pozostawiając jego wyciągnięte za nią rączki, i powąchał.
++++++– Hm – mruknął. – Ładnie pachnie.
++++++Zwrócił tym uwagę wejdźmina.
++++++– Pachnieee… Lasem. Jakby iglastym…? – kontynuował. – Co to jest? Coś z szyszek? Widziałem jak Mlaskier zbiera rano.
++++++– Mm. Blisko – rzucił wejdźmin, zakładając ręce na piersi.
++++++Zołman wziął łyka i przybrał minę przypominającą smakosza win podczas degustacji.
++++++– Rzeczywiście, to nie szyszka – stwierdził, delektując się dalej. – Coś bardziej… Wyrafinowanego. Jakby zebrać krople rosy o poranku z igieł świerku i…
++++++– Sok z lasodymacza – przerwał mu Gejralt.
++++++Zołman wypluł zawartość ust fundując sobie i siedzącym pod drzewem zimny, klejący prysznic.
++++++– No i masz, Zołmanie, cały się ufyfłałeś i nas też… – rzekł wejdźmin, próbując go oczyścić.
++++++– Zostaw! – wrzasnął. – Kurwa! No kto normalny pije takie rzeczy! Synku, nic ci nie jest? – Zołman podniósł go i zaczął nim potrząsać.
++++++– Uważaj, pognieciesz mu sukienkę…
++++++– Jaką, kurwa, sukienkę?! On ma na sobie spodenki w topory i malutką kolczugę!
++++++– Mój ma…
++++++– Zamknij się! Co teraz? Czego mam się spodziewać? Będzie miał halucynacje? Coś mu wyrośnie? Zamieni się w drzewo? W potwora?!
++++++– Nic, Zołmanie. To zwykły sok.
++++++– Zwykły sok, to jest kurwa z porzeczek!
++++++– Twojemu dziecku pasuje.
++++++Zołman spojrzał na syna, który teraz wlewał w siebie napój leżąc na plecach i natychmiast mu go zabrał.
++++++– Zostaw! – wrzasnął. – Nie pij tego świństwa!
++++++– Klinken flinken tal mu ka? – spytało dziecko.
++++++– Że co? Smakuje ci?! Wypluj to!
++++++– Flinken klinken tal gu gu – powiedział zgwałtolud i wszedł w kupkę liści, zostawiając sobie jedynie małe okienko do podglądania.
++++++– Zołmanie, znowu go straszysz.
++++++– Spierdalaj! – warknął krasnolud wskazując wejdźmina palcem. – Synuś, zapamiętaj sobie raz na zawsze: Nigdy niczego od niego nie bierz! W szczególności do buzi!
++++++Gejralt wypchnął policzek językiem.
++++++– No tak – powiedział. – Ale teraz to przegiąłeś pałę.
++++++Wejdźmin wstał i założył torebkę, przewieszając ją na skos.
++++++– Zbierajcie się, jesteśmy już blisko.

++++++Szum wodospadu było słychać coraz głośniej. Fruwające wokół motyle i świergoczące ptaki zapraszały przybyszy w głąb gęstego, wilgotnego lasu. Gejralt pozostawał czujny. Przedzierając się ledwie widoczną ścieżką wśród bujnej roślinności uważał, żeby żadna gałązka która ociera mu się o klejnoty, nie wystrzeliła w twarz idącego za nim Zołmana, który taszczył na brzuchu naprędce zrobione nosidełko ze swoim potomkiem. Mlaskier jakby czuł, że z wejdźminem jest coś nie w porządku, trzymał go więc za rękę i przyglądał mu się zmartwionymi oczami plącząc mu się pod nogami, raz to z lewej, raz z prawej strony. Przechodząc przez ostatni zwał gąszczu, ich oczom ukazała się niewielka, porośnięta kwiatami polanka zachwycająca swoim bajkowym urokiem. Z jednej strony przylegała do wysokiej skały, z której czubka spływał rwący potok, kończąc swoją drogę w spokojnej tafli niewielkiego jeziora.
++++++– Jest – wyszeptał Gejralt. – Nie zbliżajcie się do wody.
++++++– Dlaczego? Wykąpałbym się. I Juniorka – powiedział Zołman.
++++++– Ja też! – zawołał Mlaskier.
++++++– Nie – Gejralt podniósł głos. – Tu mogą być ruchałki wodne i smyrenki.
++++++Mlaskier zrobił poważną minę i bardzo powoli włożył palec wskazujący w taflę wody.
++++++– Skąd wiesz? – krasnolud naburmuszył się.
++++++– Normalnie bym je, Mlaskruś wyjmij stamtąd palec, słyszał. Lepiej nie ryzykować kąpielą, szczególnie że będą bronić swojej Pani – powiedział i na powrót zwrócił się do Mlaskra. – Jak zaraz go nie wyjmiesz, to najpierw piękna smyrenka ocierając się o ciebie zwabi cię anielskim śpiewem do jeziora, a zaraz potem dopadną cię ruchałki, i jakkolwiek Zołmanie szeroko się teraz uśmiechasz, to mogę cię zapewnić, że jest to dużo gorsze od tego, co zrobiły ci zgwałty.
++++++Krasnolud przestał się uśmiechać. Mlaskier wyciągnął palec.
++++++– No dobrze – zaczął Gejralt wydychając powietrze. – Skoro przeszła wam ochota na dożywotnią kąpiel pod wodą ze stadkiem panienek z ptaszkami…
++++++– Zaraz, zaraz – przerwał krasnolud. – Skąd wiesz? Próbowałeś?
++++++Gejralt wciągnął policzki i założył ręce.
++++++– Młody byłem, samotny – rzucił.
++++++Krasnolud burknął coś pod nosem.
++++++– To po co tu jesteśmy? – spytał.
++++++– Przyszliśmy zasięgnąć rady Pani z Wodospadu.

++++++Mało kto słyszał o Pani z Wodospadu. Była raczej legendą, mitem przekazywanym z pokolenia na pokolenie i nieliczni wiedzieli, że istnieje naprawdę. Miała to być postać bardzo osobliwa, mówiąca szeptem niemal pozbawionym intonacji, o ciele pięknej kobiety, jednak zimnej jak lód; o twarzy martwej, świdrujących oczach, które nigdy nie mrugają i skórze pokrytej niebieskimi łuskami. Pani z Wodospadu uchodzić miała za personę nadnaturalnie obdarzoną wyższymi emocjami i nadprzyrodzonymi zmysłami, które pozwalały jej dostrzec wszystko z wyrazistością, zapachem, namacalnie i ze słuchem czulszym od każdej innej, nawet magicznej istoty. Wiedzieć miała o wszystkim co dzieje się na ziemi i wokół niej. Dostrzegać niedostrzeżone, ujawniać nieujawnione. A wszystko co robiła, to leżała. Długi czas.
++++++– Problem jest taki – tłumaczył dalej Gejralt – że do środka tej Wodospadowej Świątyni można wejść tylko nago, a ona mówi tylko wtedy, gdy się jej dotyka.
++++++– To może ty wejdziesz nago, a ja będę macał? – zaproponował krasnolud.
++++++– Doceniam próbę pooglądania mnie na golasa Zołmanie, ale ‎wchodzi się pojedynczo. Po wejściu należy jej uważnie słuchać i nie zadawać pytań, dopóki nie skończy. Wszystko co mówi, może mieć znaczenie, ale ponieważ jest dużo bardziej rozwinięta od każdej możliwej żyjącej istoty i całe dnie jest sama, wypowiadać się może trochę… zawile. To kto pierwszy?
++++++– A czy ona też ma… no wiesz… – krasnolud pokiwał ręką w okolicach bioder.
++++++– Ptaszka? Nie.

++++++I tak Zołman postanowił wejść do wodospadu.
++++++– Pamiętaj Zołmanie, im bardziej się starasz tym więcej mówi! – usłyszał za plecami głos wejdźmina. Musiał się przy nim rozebrać, ale uznał, że warto. Zignorował komentarze na temat swoich męskich pleców oraz zgrabnego miejsca, w którym się kończą i zniknął za spływająca taflą wody. Jego oczom ukazała się lodowa grota podświetlona nienaturalnej wielkości błękitnymi grzybami. Na samym jej końcu, w najjaśniejszym miejscu, na wielkim okrągłym liściu unoszącym się na krystalicznie czystej wodzie, leżała Pani z Wodospadu. Prezentowała się nawet lepiej niż w ustach wejdźmina.
++++++Krasnolud wyprostował się i po dłuższej chwili wyszedł na zewnątrz bardzo zadowolony.
++++++– No… – powiedział patrząc na oczekujące spojrzenia towarzyszy. – Dziwna nie dziwna, ale całkiem niezła z niej babka.
++++++– ‎I…? – zapytał Gejralt.
++++++– ‎No starałem się…
++++++– ‎Taaak.. I?
++++++– ‎Tak bardzo się starałem, że nie słyszałem co mówi.
++++++Wejdźmin nadmuchał klatkę piersiową i zamknął oczy.
++++++– Dobrze – powiedział – Ja pójdę – wypuścił powietrze. – Chwila, a gdzie jest Mlaskier?
++++++Ciągnięty ciekawością Mlaskier był już w środku. Nie trzeba było jednak długo na niego czekać. Poeta, nie zważając na leżącą legendę, pchnął wielki liść na którym leżała robiąc sobie trochę miejsca, rozebrał się i wykąpał.
++++++– Na koniec dotknąłem ją w oko – powiedział po wyjściu. – Hi hi, śmiesznie, bo go w ogóle nie zamknęła!

++++++Wejdźmin miał nadzieję, że jeszcze cokolwiek z niej zostało. W pośpiechu ściągnął wszystko co miał na sobie i, nieco spięty, znalazł się po drugiej stronie wodospadu. Z kieszeni jego niedbale rzuconej torebki wysunęła się mała książeczka, a z jej wnętrza – uschnięty niebieski listek. Zołman znał Wejdźmiński Bestiariusz. Z widzenia. Trudno było zapomnieć misia na okładce.
++++++Podniósł go i otworzył w zaznaczonym liściem miejscu.
++++++– Lekcja 18, Zgwałty – przeczytał. – Poziom niebezpieczeństwa: Niski. Krótka charakterystyka… bla, bla. Występowanie: stare lasy liściaste. Styl życia: grupowy… Populacja: zagrożona… Same bzdety. Wymiary: od 15 do 450 centymetrów, o kurwa. Właściwości magiczne: tak. Pożywienie: liście, szyszki, gałęzie, mięso z indyka… kiełbasa? Odporne na: alkohol i wszystkie wejdźmińskie znaki. Ulubiony przysmak: sok z lasodymacza.
++++++Zołman odłożył bestiariusz.
++++++– Kurwa – powiedział.

++++++Dokładnie to samo pomyślał Gejralt. Rzadko mu się to zdarzało.
++++++– Jesteeeś zmęęęczooonyyy weeejdźmiiinieee – usłyszał z wnętrza groty. – Pooołóóóż się oboook mnieee…
++++++Gejralt nie miał w naturze leżenia obok nagich kobiet, a tym bardziej dotykania ich, ale teraz nie miał też innego wyjścia. Coś mu mówiło, że nie stara się tak bardzo jak Zołman bo to, co wpatrywało się w niego nieporuszającymi się oczami, nie mówiło nic. Ostatnio szybko tracił cierpliwość.
++++++– Nie będę robił dalej dopóki nie zaczniesz jakiegoś zdania.
++++++Cisza. Pani z Wodospadu w dalszym ciągu patrzyła na niego martwo i bez mrugnięcia. Jakby zastygła, niewzruszona.
++++++– Boże Święty – powiedział wejdźmin i zabrał się do roboty.

++++++Dotknęła jego umysłu, a jej oczy zrobiły się fioletowe. Wzięła głęboki wdech i przeniosła się w jego świat. Najpierw zobaczyła zieloną łąkę i usłyszała śmiech, a zaraz potem brzęk zamykanej kraty i poczuła chłód. Śmiech zamienił się w krzyk, a łąka w łyse pole usiane kośćmi. W następnej chwili uderzył ją silny podmuch ciepłego powietrza i kilka kłosów w twarz, a potem znalazła się na wysokim wzgórzu, gdzie poczuła się dobrze i lekko. Zamknęła oczy chwytając ostatnie promienie słońca. Na swym drżącym ciele poczuła ciepły uśmiech. Jej serce wypełniła radość i mnóstwo scen jak z filmów dla dorosłych, ale kiedy je otworzyła, na horyzoncie szalała burza. Nagle znalazła się w ciemnym i zimnym miejscu bez dna. W całkowitej, czarnej nicości. Na jej barkach spoczęło brzemię tak ciężkie, że ledwo wstała z kolan. Poczuła ciepło czyjejś dłoni. Ta złapała ją za rękę i wyciągnęła na zewnątrz. Okazało się, że znajdowała się w wielkim, ryczącym niczym potwór kredensie, który zaczął przechylać się wprost na nią. Kiedy uderzył o ziemię, ocknęła się łapiąc powietrze.

++++++Minęła już ponad godzina i Zołman zastanawiał się, co by się wydarzyło, gdyby jednak się wykąpał. Patrzył na idealnie gładką powierzchnię jeziora co rusz dostrzegając ponętne sylwetki smyrenek. Co jakiś czas zerkał też na wodospad, aż za którymś razem ujrzał w nim Gejralta i na powrót zaczął gorączkowo szukać kobiecych kształtów.
++++++– I co? – spytał w końcu. – Dowiedziałeś się czegoś?
++++++Gejralt zapiął spodnie, schował w nie koszulkę i usiadł na skałce patrząc gdzieś daleko.
++++++– Doszedłem… – wejdźmin zamyślił się robiąc pauzę – …do wniosku, że w niektórych sytuacjach jestem mało asertywny.
++++++– ‎Przestałeś dotykać?
++++++– ‎Nic nie przestałem – oburzył się Gejralt. – Ona przestała mówić w pewnym momencie.
++++++– ‎Jak to przestała jak ty nie przestałeś? Miała nie przestawać, u mnie nie przestawała. Chyba. W jakim momencie przestała?
++++++Wejdźmin spojrzał na krasnoluda i uniósł brwi.
++++++– Kulminacyjnym – powiedział.
++++++– ‎Aha, no tak. Teraz sobie przypomniałem, że u mnie też tak było… Musiało być tak – krasnolud podrapał się po nosie. – A później?
++++++– ‎Kazała mi wyjść.

++++++Gejralt postanowił zaczekać. Nie mylił się. Po kilku minutach Pani z Wodospadu majestatycznie wyszła ze swojej jamy. Jej fryzura nie była jednak odporna na niszczące działanie opadającego strumienia wody, toteż zwróciła się do nich z twarzą całkiem zakrytą czarnymi włosami.
++++++– Osoooby weeejdąąą… – powiedziała.
++++++Gejralt nie chciał, żeby wystraszyła Mlaskra, więc bardzo delikatnie odsłonił jej jedno oko.
++++++– Lejdi Zgaga, to ty umiesz chodzić? – powiedział zaraz potem rozkładając ręce. – To po co kazałaś mi kiedyś latać z jedzeniem dla ciebie codziennie przez pół roku…?
++++++– Cooo się dziiiwiii… – odparła. – Wszęęędzieee tylko gooołeee babyyy… Osoooby weeejdą móóówię…
++++++– Nago? – dopytał Zołman.
++++++– Nieee, w ciuuuchachhh…
++++++Spojrzeli po sobie.
++++++– Żartowałaaam… – zażartowała. – Żartowalaaaam, że żartuuujeee… – z jej twarzy pozbawionej mimiki nie dało się niczego odczytać. Wiedziała o tym. – W ubraaaniaaach… – rzuciła odwracając się powoli.

++++++Ruszyli za nią do wnętrza. Stanęła. Mlaskier pochylił się i odkrył, że jej nogi zamieniły się w kilka wijących się macek, które wprawiały całą resztę w ruch. Kiedy się wyprostował, stała już twarzą do niego, chowając dłonie za plecami.
++++++– Wejrzałam w twe duszeee, weeejdźminieee… Jeeest bardzooo udręczooonaaa… Widziałaaam twe snyyy…
++++++– A widziałaś ten, co mi się śni ostatnio?
++++++– O skaaaczącyyych po traaawie tyyyłkaaach…?
++++++– Nie.
++++++– O naaagich rycerzaaach na różooowyyych jednooorooożcaaach…? Faaajnyyy…
++++++– Też nie.
++++++– O krasnoluuudaaach z wieeelkiiimiii…
++++++Zołman odsunął się.
++++++– O kooozaaach?…
++++++– Nie no, błagam. To dawno było.
++++++– O Miiimiii?…
++++++Gejralt zdębiał.
++++++– O Mimi? – powtórzył. – Nie, ja… Ja nawet nie wiem jak ona wygląda.
++++++– To ooo czyyym?…
++++++– Mam taki sen… – zaczął wejdźmin. – Koszmar. Jestem w ciemnym miejscu, tak ciemnym, że nic nie widzę, ale czuję, jakbym widział. Wszędzie jest mnóstwo czarnych cieni, które poruszają się wokół mnie, jakby w zwolnionym tempie, ale jednocześnie bardzo szybko. Czuje je, są wszędzie. Jest cicho i nic nie słyszę, oprócz nich. Wiem dokładnie gdzie są. Każdy z osobna i wszystkie razem. I odczuwam straszny niepokój. I wtedy… Wtedy pojawia się jedno jasne, małe światełko. Powstaje jakby z nicości, i nagle w mgnieniu oka orientuję się, że jest nade mną. Jest inne, jest ciepłe, nie tak jak tamte. I boi się tak samo jak ja. Wpatruję się w nie i zaczynam rozumieć, że boi się mnie. A potem… kiedy wyciągam rękę, żeby je uspokoić, wszystko znika. I wtedy się budzę.

++++++– Jesteeeś odpowieeedzialnyyy za wieleee żyyyć, wejdźmiiiniiieee… – zaczęła. – Ktoooś, kto nieuuustannie przewodzi innym jest wyczerpaaany. Ale twoooi przyyyjaaacieleee… Oni muuuszą pozooostać bliiisko cieeebie, jeednoocześnieee będąc daaaleeekooo… Czaaarne chmuuury wijąąą gniaaazdo z ich kooości… Muuusisz się śpieeeszyć, wieeeści czeeekają na cieeebie… Nieee ocaaalisz sieeebieee, ale światłooo ocaaaliii cieeebieee…
++++++– Nic z tego nie rozumiem…
++++++– Zrooozuuumieeesz… w jedneeej z ostaaatniiich chwiiil… – Pani z Wodospadu podała wejdźminowi przedmiot, który cały czas trzymała za sobą. – Kieeedy nadejdzieee chwilaaa, będzieeesz wiedziaaał, coo robiiić…
++++++– Sznur? Poważnie? – Gejralt obracał w dłoniach grubą plecioną linę. – Z pętelką?
++++++– Poooraaadziiisz sooobieee… – Pani z Wodospadu zaczęła cofać się, aż uderzyła głową w skałę. Następnie spojrzała na swoich gości z dalszej perspektywy. Gejralt znieruchomiał, Mlaskier był równie przejęty przeżuwając przy tym niebieskiego grzyba, a Zołman patrzył na nią.
++++++– Któryy z waaas steruujeee tym okręęęteeem?… – zapytała.
++++++– Gejralt, nie widać? – odezwał się Zołman. – Chociaż nie zawsze mu wychodzi.
++++++– Krytyyykujeeesz coś, o czyyym nie masz pooojęcia, krasnoluuudzie. Przywóóództwo to ciężka praaaca. Jedna sekuuunda jego wahania kooosztuje cię caaałe wiekiii… I to bez eliksiru „Ja pierdooolę”. Nie przetrwaaałbyś trzeeech dni bez nieeego w tereeenie. Pamiętaj o tym.
++++++Lejdi Zgaga przypełzła z powrotem.
++++++– Mam dla cieeebie jeeeszczeee jednąą rzeeecz, weeejdźmiiinieee… – powiedziała. – Preeezeeent… Najświętszyyy złoooty napóóój, po któóóry zwyyykli śmiertelnicyyy zdolni są przebyyyć drooogę na konieeec świataaa w każdyyym staaanie swego ciaaała i umyysłuuu, nawet jeśli już nie mogąąą i szczeeególnieee wteedy, gdy wypiją juuuż taaakie dwaaa i praaagną więęęcej …i ja też spożywam gooo… Na okrągłooo… A too byyyło chyyba najdłuższeee zadaaaniee jakiee wypoowieedziaałaam w swooim żyyyciuuu…
++++++Pani z Wodospadu wyglądała na zamyśloną, a wejdźmin otworzył buteleczkę z najświętszym napojem świata i powąchał. Wziął łyka.
++++++– To piwo – powiedział.
++++++Pani z Wodospadu przechyliła głowę. Tym razem wyglądała, jakby przestała myśleć. Zołman próbował ją dotknąć, ale cofnęła się.
++++++– No dobrze – powiedział Gejralt po chwili. – Czy chciałabyś powiedzieć mi coś jeszcze?
++++++Pani z Wodospadu wyprostowała szyję.
++++++– ‎Jak na cieeebie paaatrzę, to czuuuję pożądaaanieee, ale nie wiem, czyyy baaardziej podnieeeca mnieee mężczyyyzna… czyyy kooobieta…
++++++Wejdźmin uniósł brwi. Zapadła niezręczna cisza, więc gospodyni lodowej groty wpełzła do swojej sadzawki aż po same oczy i zaczęła puszczać bąbelki.
++++++– Ja! Ja! – zawołał Mlaskier. – Ja mam pytanie.
++++++Bulgotanie ustało…
++++++– A wąż, to właściwie stoi czy leży?
++++++Bulgotanie wróciło.
++++++– Teeeraaaz osobyyy mogą juuuż pooójść… – powiedziała, znudzona.
++++++– Dziękujemy, Pani Zgago – powiedział Gejralt i ruszył w stronę wyjścia, a w ślad za nim Zołman i Mlaskier.
++++++– Wejdźminieee… – powiedziała. – Ty jeszczeee zooostajeeesz…
++++++– O rany… – Gejralt załamał ręce.
++++++– Farciarz – wycedził Zołman.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *