Opowiadanie XVI – „Balonowa Miłość”

Wejdźmin Gejralt rozejrzał się po niewielkiej sali. Czterech z dziewięciu umięśnionych rycerzy w wypolerowanych zbrojach od razu wpadło mu w oko. Niestety żaden z nich nie wracał tymi samymi drzwiami, którymi wchodził. Gejralt usiadł na zdobionej ławce wciskając się w wąską przestrzeń pomiędzy szerokimi rycerzami. Wyglądało na to, że jest kolejka. Po nim przyszło jeszcze kilku śmiałków.
++++++– Następny! – warknął strażnik, ale nikt nie zareagował. – Ej, ty! Chucherko! Twoja kolej!
++++++Gejralt odwrócił się pytająco napotykając wzrok strażnika.
++++++– Do mnie mówisz? – spytał.
++++++– A widzisz tu kogoś mniejszego od siebie? – odparł strażnik.
++++++– No żebyś się nie zdziwił czasem – rzekł wejdźmin i wstał.

++++++Znudzona balonówna jeździła postrzępionym paznokciem po podłokietniku swego tronu. Nie podniosła nawet głowy na dźwięk otwieranych drzwi.
++++++– O Boże… No co to jest…? – jęknął jej ojciec, krępej postury balon, załamując ręce.
++++++Dziewczyna natychmiast wstała prostując się jak strzała.
++++++– Chcę tego! – wrzasnęła.
++++++– Słucham? – zdziwił się balon.
++++++– Jego chcę mówię!
++++++– Ale nie ma mowy…
++++++– Bo pójdę na wesele z Klaudią! – groziła balonówna.
++++++– Za jakie grzechy…! – zagrzmiał balon. – Nie pójdziesz na wesele mojego brata z żadną Klaudią! Hudbert wydaje za mąż już trzecią córkę, a ja jednej nie mogę! Wstydu mi tylko narobisz! Powtarzam raz jeszcze! Szukamy dla ciebie godnego partnera, mężnego, honorowego rycerza! A to to to, to co to ma być? Czy to w ogóle jest mężczyzna…? – zastanawiał się balon. – Straż! Sprawdzić, czy to jest mężczyzna!
++++++Strażnik, który wprowadził wejdźmina do środka, natychmiast podbiegł bliżej drewnianego podwyższenia i zwrócił się do władcy.
++++++– Tak jest, panie! – zasalutował. – Aleee… Jak? – dodał po chwili.
++++++– No normalnie! – huknął balon. – Umiesz chyba odróżnić kobietę od mężczyzny, tak?! Dlaczego los pokarał mnie takimi debilami…
++++++– Hendryku, to chyba nie jest konieczne – odezwała się żona balona. – Przecież widać, że jest płaski jak deska.
++++++– Ty też jesteś, a jakoś jednak – rzucił balon. – Do roboty!

++++++Strażnik odchrząknął, podrapał się po głowie i mlasnął. Na jego znak dwóch innych strażników unieruchomiło Gejralta chwytając go pod ramiona. Przywódca straży, zawahawszy się nieco, wsunął palec wskazujący pomiędzy idealnie gładki brzuch wejdźmina a centkowane leginsy i odchylił je nieco zaglądając do środka. Natychmiast się odsunął.
++++++– I co? Łyso ci teraz? – wtrącił Gejralt nawet nie próbując uwolnić się z uścisku mężnych pomocników.
++++++– Panie – zaczął strażnik. – To z całą pewnością jest mężczyzna.
++++++Balonówna obruszyła się.
++++++– W takim razie – zaczęła – ma prawo stanąć do wyzwania!
++++++– Nie no, ludzie, córciu… – jęknął balon. – Nie będę go skazywał na pewną śmierć…
++++++– Ojcze, odbierasz mu prawo honoru! Pozwól mu zapracować na swoje zaufanie! Musi walczyć by zdobyć dla mnie jabłko!
++++++– Nasza córka ma rację, Hendryku – ponownie wtrąciła siedząca obok męża balonowa, sztywna co najmniej tak, jak pewna część Gejralta podczas pewnych czynności.
++++++Balon przetarł twarz dłońmi, ciągnąc w dół zmęczone oczy.
++++++– Helena – zwrócił się do żony. – Ja cię proszę, spójrz na niego. No przecież jakie on ma szanse z niedźwiedziem? – zaświergotał. – Nawet zbroi nie ma, rozszarpie go zanim mrugniemy okiem. Potem trzeba będzie posprzątać jego flaki, zawiadomić rodzinę, wystąpić z oficjalnym pismem do…
++++++– Tu chodzi o zasady! – przerwała mu córka. – Łamiesz swoje własne reguły! – postulowała zaciskając pięści.
++++++– Bo nie chce go mieć na sumieniu! Niech sobie to to żyje, no…

++++++Po namiocie rozeszło się soczyste chrupnięcie. Balon rozszerzył oczy. Niedźwiedź chrapał, a strojąca w dole jasna, długowłosa postać przeżuwała kęs czerwonego jabłka.
++++++– No wszystko fajnie, ślub i w ogóle – zaczął Gejralt, korzystając z chwili ciszy – ale ja tu generalnie przyszedłem po to, żeby wam powiedzieć, że mieliście w ogrodzie lasodymacza, którego unieszkodliwiłem – wypaplał ściągając trofeum z pleców. – Proszę, oto dowód.
++++++Balonowa Helena spłonęła rumieńcem.
++++++– Jakaś nagroda by mi się za to należała, co nie? – dodał wejdźmin, rzucając ogryzkiem w niedźwiedzia.
++++++Balon Hendryk westchnął.

++++++Nadworny kasztan Artur był mężczyzną o wyjątkowo pompatycznej minie. Co rusz poklaskiwał, aby dodać swym poleceniom animuszu. Na każdym kroku obrażał Gejralta, okazało się bowiem, że wejdźmin radzi sobie całkiem słabo z obowiązującą etykietą.
++++++– Widzę wejdźminie, że dobre maniery są ci całkiem obce – rzekł kasztan. – Ale nie jest tak tragicznie jak na kogoś, kto na co dzień żyje jak dzikie zwierzę w lesie.
++++++Gejralt odpalił sobie papierosa od świecy i nadymał wargi wypuszczając chmurę gęstego dymu.
++++++– Ty też nie wyglądasz najgorzej jak na kogoś, kto ma zapałkę w tyłku aż do samej szyi – powiedział.
++++++Kasztan uniósł brwi i zapowietrzył się czerwieniejąc. Już miał wypowiedzieć niecenzuralne słowa, kiedy drzwi do sali otworzyły się. Artur zreflektował się.
++++++– Przed tobą dziedziczka tronu i ziemi, po której stąpasz! – zaanonsował. – Katarzyna! Bo Mam Katar! Piąta!
++++++Gejralt zachichotał szczerząc zęby.
++++++– Że jak?
++++++– Na kolana…! – syknął kasztan.
++++++– O, na pewno nie. Możesz sobie pomarzyć.

++++++Katarzyna Bo Mam Katar Piąta wyjęła z buzi gumę i przykleiła ją do obrazu dziada z pradziada wiszącego na ścianie, w miejscu nosa. Podciągnęła rękawy swej skromnej sukni, oparła ręce na biodrach stając w rozkroku i gwizdnęła na kasztana wykonując szybki ruch głową, który oznaczał mniej więcej tyle co słowa: spieprzaj stąd, ty łysy dziadu. Zarzuciła przy tym warkoczem. Wejdźmin zgasił papierosa w starożytnym wazonie z tulipanami i wyprostował się. Balonówna, czekając aż kasztan opuści długą na trzydzieści metrów salę, okrążyła Gejralta kilka razy i z miną uznania pokiwała głową.
++++++– Mów mi Kaśka – powiedziała. – Pewnie zastanawiasz się, dlaczego wybrałam akurat ciebie.
++++++– Mmm… – mruknął Gejralt. – Bo nikt inny nie przeżył?
++++++– Nie.
++++++– Bo jestem ładny?
++++++– Nie.
++++++– Nie jestem ładny?
++++++Katarzyna Bo Mam Katar Piąta zgubiła trop.
++++++– Wybrałam ciebie – zaczęła – bo myślę, że nie będziesz miał żadnych obiekcji aby zrobić to, o co cię zaraz poproszę.
++++++– Noo, to jednak jestem ładny… – zmartwił się wejdźmin.
++++++Kasia wzięła głęboki, uspokajający oddech.
++++++– Kurwa no – przeklęła, co świadczyło o tym, że haust powietrza jej nie pomógł. – Skup się, bo nie będę powtarzać. Jestem zakochana. Niestety moi rodzice tego nie rozumieją. Chcą mnie wydać za jakiegoś nadętego buca, który prawie nigdy nie ściąga swojej zbroi, potem chcą mieć wnuka, a na koniec mam zostać dziedziczką ich ziem i do końca życia wysłuchiwać skarg spoconych chłopów, a że to susza, a że myszy zjadły ziarno, ble ble ble. Przecież ja się do tego nie nadaje.
++++++– Spoconych chłopów? – zainteresował się Gejralt.
++++++– Ja chcę zwiedzać świat u boku mojej Klaudii, być wolna jak ptak, jeździć na mojej klaczy gdzie mnie wiatr poniesie i stawiać czoła codziennie nowej przygodzie!… – balonówna zakręciła się wokół własnej osi i uniosła ręce. – Nie dla mnie wystawne bale i suknie, w których nie można oddechu złapać i te wszystkie zasady i maniery. Kapujesz?
++++++Wejdźmin zastanowił się robiąc dzióbek z ust. Rozumiał, ale…
++++++– Ja was ze sobą nie wezmę – odparł.
++++++– Chryste no! – załamała się Kasia. – Weź się skup! Na weselu będzie dużo gości, bo Polenka to ostatnia córka mojego wuja, ale też odpowiednio dużo straży. Wyprowadzisz mnie z tej nadętej imprezy tak, żeby nikt nie zauważył. Dowieziesz mnie do skrzyżowania pod Drzewem Widelców. Tam będzie czekała na mnie Klaudia, dalej damy sobie radę.
++++++Wejdźmin zmarszczył się w niepewności i pokiwał głową z grymasem na ustach. Kasia zrobiła groźną minę, co nieco go zaniepokoiło. Balonówna zrobiła się jeszcze groźniejsza, ale widząc, że to nie działa, złożyła ręce pod brodą i zrobiła słodkie oczy.
++++++– Proooszę… – powiedziała najmilej jak potrafiła.

++++++Gejralt nie był zbyt konsekwentny, jeśli w grę wchodziły słodkie oczy, nawet jeśli były to słodkie oczy dziewczynki, a nie Mlaskra. Wiedział o tej słabości. Zgodził się, a pierwsze słowa, które wypowiedział do niego balon Hendryk Bo Mam Katar Drugi zaraz po wejściu do domu weselnego brzmiały:
++++++– Znam moją córkę na wskroś, na pewno próbowała cię już przekabacić na swoją stronę. To teraz słuchaj – balon wbił wejdźminowi palce między żebra, ale o dziwo, nic go to nie zabolało. – Moja córka już nie pierwszy raz próbuje uciec, ale za to pierwszy raz sama wybrała sobie partnera, który przynajmniej ma coś między nogami, dlatego po weselu odwieziesz Katarzynę prosto do naszego zamku, a jak rano o dziewiątej trzydzieści nie zejdziecie na śniadanie, a Kasia nie będzie w ciąży, to znajdę cię i własnoręcznie urwę ci klejnoty, choćbyś był już na końcu tego świata. I jeszcze jedno – balon zrobił przerwę. – Moja żona nie może się o niczym dowiedzieć.
++++++Po wszystkim uśmiechnął się szeroko, serdecznie poklepał wejdźmina po plecach i odszedł falującym krokiem, gdyż był dość pulchny i przypominał kulkę z brodą w długiej, atłasowej pelerynie.
++++++Wejdźmin przełknął ślinę i pomyślał, że nie takie tam znowu byle co ma między tymi nogami. Ledwie skończył tę myśl, a już z drugiej strony dopadła go żona balona.
++++++– Bardzo nam miło, Gejralcie z Ruii, że towarzyszysz nam dziś w tym szczególnym dla naszego rodu dniu – zaczęła.
++++++Balonowa Helena była blada jak ściana i ubrana była w równie bladozieloną suknię do samej ziemi. Poruszała się lekko, zupełnie jakby unosiła się kilka milimetrów nad ziemią, a z włosów zrobione miała dwa precle po bokach głowy. Wejdźmin wyobraził sobie jak Mlaskier próbuje je zjeść i rozchmurzył się nieco. Żałował, że go tu nie ma. Wypił kieliszek wina na raz i uśmiechnął się. Zagryzł kawałkiem pieczonego kurczaka.
++++++– Co do tego lasodymacza… – ciągnęła balonowa. – Co się z nim stało? Bo przyniosłeś tylko jego… kawałek.
++++++– Lasodymacz żyje, nie zabijam ich, nie są groźne dla ludzi jak nie mają… właśnie tego kawałka. Taka praca. Za jakiś czas mu odrośnie, to mnie wezwijcie.
++++++– Aha, odrośnie, to dobsz… – balonowa urwała i wlepiła wzrok w wejdźmina.
++++++Wejdźmin zastygł, również patrząc jej w oczy. Helena chrząknęła prostując się.
++++++– A za ile…? Mniej… więcej? – dopytała.
++++++– Odrośnie?… – zawahał się Gejralt. – Noo, za jakieś… Pół roku?… A czemu?
++++++– Tak pytam, z ciekawości – odparła, uniosła głowę, splotła ręce nad brzuchem i odpłynęła szybkim krokiem. Po chwili wróciła i wsunęła mu coś do kieszeni. Ulotniła się.
++++++Gejralt wyciągnął karteczkę, rozwinął ją i przeczytał:

Jako, że trofeum z potwora jest jedynym dowodem Twojej pracy do uzyskania wysokiej nagrody pieniężnej, przekażesz mi je. Widzisz tą białą kotarę? Za nią stoi łoże Pary Młodej. Ukryj trofeum pod łóżkiem, później je odbiorę. Pół roku to strasznie długo.

++++++++++++++++++++++++++++++++++++Helena B.M.K.II

++++++Gejralt uniósł brwi, zjadł winogronko i poszedł się rozejrzeć.

++++++Dom weselny, położony w malowniczym ogrodzie, tonął w kwiatach. Nawet trawa wydawała się być bardziej zielona niż powinna – Gejralt nie był pewny, czy to za sprawą oświetlenia czy eliksiru „Muszę się napić”, który wypił ukradkiem chowając się za wazonem z liliami. Wodzirej wyczytywał nazwiska gości, a kiedy przyszła kolej na niego i jego niezadowoloną partnerkę, potknął się, przyciągając tym wzrok wszystkich zgromadzonych. Włosy kazano mu upiąć w kucyka, a leginsy i cekinową bluzeczkę zastąpiono eleganckim, czarnym kostiumem z bogato zdobioną białą koszulą tak, aby wyglądał na kogoś ociekającego bogactwem. Zrobiono to zaraz potem, gdy okazało się, że jako rycerz wygląda jak jedna mała sardynka zamknięta w normalnej wielkości puszce. Kazano mu mówić, że jest hrabią z odległej krainy i ma dobrze prosperującą firmę. Jego partnerka, Katarzyna, w turkusowej sukni z bufiastymi rękawami i przestronnym kokiem na czubku głowy, w którym z powodzeniem można by zmieścić klatkę z papużką, również nie czuła się dobrze w przypisanej jej roli.
++++++– Muszę się napić – powiedziała Kasia.
++++++Wejdźmin skinął głową.

++++++Pięć minut i kieliszków później, wszystko wydawało się być nieco bardziej pozytywne. Para młoda przyjmowała gratulacje. Panna młoda, niejaka Polenka Bo Mam Katar Siódma, miała dwieście dwanaście lat i zgodnie z tradycją tego regionu ubrana była głównie w kwiaty. Pan młody, wysoki umięśniony mężczyzna o pociągłej twarzy zwrócił uwagę Gejralta – i vice versa. Wejdźmin przywitał się z nim oficjalnie, a chwilę później mniej oficjalnie w rabatkach na tyłach domu weselnego. Gruszkon z rodu Kopniętego Kalendarza niestety stracił tam przytomność i wejdźmin zmuszony był pozostawić go w towarzystwie nieco sponiewieranych kwiatów. Obszedł rezydencję, aby upewnić się, że nikt niczego nie widział, po czym wrócił na salę i począł się rozglądać. Naliczył stu strażników, ukrył trofeum z lasodymacza za kotarką pod łóżkiem i odpowiedział na trudne pytania rodziny Bo Mam Katarów odnośnie swojego statusu społecznego, ale jako hrabia Pomponik z krainy w kształcie fallusa o której nikt nie słyszał, produkujący czekoladowych rycerzy w skali jeden do jeden, chyba nie zrobił dobrego wrażenia, szczególnie że został przyłapany przez rodzinę Katarzyny z trofeum zanim zdążył je ukryć, toteż zamoczył je w wazie z musem czekoladowym i przekonywał słuchaczy, że to jeden z jego słodkich wyrobów – ten akurat w skali dwa do jednego. Jedynie cioteczna stryjenka od strony balona Hendryka była nim żywo zainteresowana. Ubrała nawet okulary, aby lepiej się przyjrzeć i zamówiła dwadzieścia sztuk owej czekoladki.
++++++Gejralt wypuścił powietrze z płuc i udał się w stronę weselnego baru, gdzie dopadła go Katarzyna.
++++++– Ślub zaraz się rozpocznie – oznajmiła. – Wymyśliłeś już jak mnie stąd wydostać?
++++++– Noo… – stęknął wejdźmin częstując się koreczkiem. – Nie takie zaraz… – i wyjrzał przez okno szukając wzrokiem pamiętnych rabatek.
++++++Kasia wyjęła mu z ust wykałaczkę i ukłuła go w rękę.
++++++– Ałć! – jęknął natychmiast zabierając jej ostry patyczek i schował go do kieszeni. – No co ja ci zrobiłem?!
++++++– Do roboty! – wycedziła Kasia. – Póki ludzie są rozproszeni!
++++++Wejdźmin pokiwał głową z dezaprobatą i kazał jej iść za sobą.

++++++Balonowa Helena Bo Mam Katar Druga siedziała przy stole weselnym obok swojego męża i prosta jak drut, rozglądała się na boki lustrując każdy szczegół dekoracyjny na sali. Co jakiś czas zwracała uwagę męża na drobne niedociągnięcia w wystroju.
++++++– Hendryku, spójrz no tylko na te wstążeczki. Zupełnie niedopasowane do serwet na stole.
++++++– Tak, tak, bardzo ładne – wymruczał balon, pijąc kolejny kieliszek burbona.
++++++– I jeszcze te złote obramowania krzeseł, od razu widać, że tandeta.
++++++– Tak, ja też…
++++++– Nigdzie nie widzę pana młodego, Hendryku. A ty?
++++++– Tak, zgadzam się…
++++++– Widziałeś Hendryku sukienkę Florentyny? Okropna.
++++++– No ta, ta…
++++++– Nasza Katarzyna chyba idzie z tym Gejraltem na górne piętra, Hendryku.
++++++– Tak, tak, masz rację… – balon oprzytomniał. – Co?
++++++– Mówiłam Hendryku, że nasza córka idzie z tym Gejraltem w stronę prywatnych komnat na górze. Czy ty mnie w ogóle słuchasz?
++++++Twarz Hendryka przybrała złowieszczy wyraz, po czym z uśmiechem ucałowała zimne rączki swej żony.
++++++– Oczywiście, że cię słucham, kochanie – powiedział.
++++++Widząc, że żona czeka na wyjaśnienia, westchnął i zgarbił się.
++++++– Aż kurwa, niech idzie… – balon machnął ręką. – Skaranie Boskie z tą dziewczyną. Już lepszy on, niż ta cała Klaudia. Nadamy mu nowe imię, włosy się zetnie, karzemy brodę zapuścić, utuczymy nieco, ubierzemy po rycersku, w dłoń damy lance i będziemy udawać, że jesteśmy zadowoleni. A jak nie wyjdzie, to się upozoruje na szybko jakąś honorową śmierć i będziemy mieli go z głowy. Najwyższy czas na potomka, Helena. Wstyd jak cholera na całą rodzinę, a Kasia się starzeje. My sami już prawie po pięćset lat mamy, a zastępcy tronu nie widać.

++++++Kasia podążała za wejdźminem, który trzymał ją za nadgarstek i informował o wszelkich przeszkodach znajdujących się na całkowicie ciemnym strychu. Tylko siedem razy zapomniał powiedzieć jej, żeby się pochyliła, bo się zamyślił. Kasia wyszła przez okno dachowe trzymając rękę na obolałym czole i spojrzała na swoje potłuczone nogi.
++++++– Co teraz? – spytała.
++++++Wejdźmin dopiero myślał co zrobić, ale nie powiedział tego Kasi, bo bał się, że ta zepchnie go z dachu. Dziewczyna zaczęła się niecierpliwić, toteż Gejralt wrócił z nią na strych i począł prowadzić ją w kółko, żeby mieć chwilę czasu do zastanowienia. Kiedy Kasia zaczęła podejrzewać, że coś jest nie tak, Gejralt zaprowadził ją do wyjścia twierdząc, że muszą znaleźć inną drogę. Zeszli z powrotem na salę weselną, gdzie wodzirej zaczynał zwoływać gości na mającą się rozpocząć lada chwila uroczystość zaślubin.

++++++– Hendryku – zaczęła balonowa spoglądając na schody. – Katarzyna i Gejralt wracają. Hm – Helena spojrzała na zegarek, a potem beznamiętnie przed siebie. – Ponad pół godziny, Hendryku. Nie pół minuty.
++++++Balon zmierzył ją wzrokiem.
++++++– Tylko trochę nie podoba mi się to, że Kasia jest cała w siniakach – ciągnęła balonowa. – A przecież ceremonia zaraz się zacznie.

++++++Wejdźmin rozejrzał się i otworzył tylne drzwi domu weselnego.
++++++– Zwariowałeś?! – szepnęła Kasia. – Przecież w ogrodzie mogą kręcić się strażnicy!
++++++– Nieee… – jęknął Gejralt. – Tu nikogo nie ma, już tu byłem dzisiaj.
++++++Katarzyna stąpała cicho po szeleszczącym trawniku wśród cykających świerszczy za zgiętym w pół wejdźminem. W oddali było słychać muzykę, gwar gości weselnych i wodzireja, który coraz głośniej zwoływał ludzi do zajęcia swojego miejsca.
++++++– Gruszko? A co on tu robi? – spytała Kasia, kiedy mijali klomby rabatek.
++++++– A skąd ja mam to wiedzieć? Może sobie leży po prostu – powiedział Gejralt i pociągnął ją w stronę muru okalającego posesję.
++++++Wejdźmin wskoczył na niego i wciągnął Kasię na górę, po czym zeskoczył i złapał ją po drugiej stronie. Zdziwił się, że była taka lekka. Przywołał swojego konia i podał dziewczynie lejce.
++++++– Dobra, zwiewaj zanim się zorientują – powiedział.
++++++– A ty? Nie jedziesz? Co z twoim koniem? – zmartwiła się Kasia.
++++++– Gdzieś go kiedyś pewnie znajdę. No już, już, zmykaj.
++++++Kasia pożegnała się z Gejraltem, wskoczyła na Pupkę i pognała w stronę Drzewa Widelców. Wejdźmin stał jeszcze chwilę, aż całkiem zniknęła mu z oczu. Był z siebie całkiem zadowolony. W końcu pomógł dwójce kochających się ludzi i uratował Kasię przed okrutnym losem, jaki czekałby ją na zamku. Doskonale wiedział jak trudno jest być sobą – szczególnie, jak jest się trochę innym. Przeskoczył przez mur, wytrzepał ręce o pośladki i odwrócił się. Mina szybko mu zrzedła. Bladolica Helena Bo Mam Katar Druga stała przed nim z zadartą głową i rękami splecionymi pod brzuchem.
++++++– Czekam na wyjaśnienia – rzekła.
++++++Wejdźmin spojrzał w bok na zniszczone rabatki i wypchnął językiem policzek.
++++++– On pierwszy puścił mi oczko – powiedział.
++++++– Ślub już za chwilę, a pan młody leży nieprzytomny w kwietniku. To jedno – podsumowała balonowa. – A gdzie jest Kasia? Widziałam, jak razem wychodziliście.
++++++Wejdźmin wzruszył ramionami.
++++++– Dobrze, nie odpowiadaj – balonowa odwróciła się. – Wiem, że pomogłeś jej uciec. Nie winię cię za to. Ostatnią rzeczą jakiej chciałabym dla Kasi to to, aby podzieliła mój nieszczęśliwy los – wyznała Helena, po czym dodała szybko – chociaż to nawet nie moje dziecko, bo Hendryk spłodził ją z jakąś kurtyzaną. Nawet nie jest do mnie podobna.
++++++– Może to i dobrze… – burknął wejdźmin.
++++++– Tak czy inaczej – balonowa odwróciła się i zadarła nos. – Ślub musi się odbyć dziś przed północą, w przeciwnym razie mąż naszej cioteczki stryjecznej, najgorszy ze wszystkich balonów, zły czarownik eunuch, zrzuci na nas kolejną klątwę. Nasze dzieci powinny wychodzić za mąż wedle liczebnika w przydomku. Kasia jest piąta, a Polenka siódma, więc i tak mamy już przechlapane. To tak w skrócie. I tak powiedziałam za dużo.
++++++Wejdźmin pokiwał głową.
++++++– Masakra, co tu się dzieje… – szepnął do siebie.

++++++Pana Młodego nie udało się ocucić. Odzyskał przytomność zaledwie na kilka sekund, wymamrotał coś o lodach czekoladowych i padł na ziemię uśmiechnięty od ucha do ucha. Helena zmierzyła Gejralta wzrokiem.
++++++– O nie nie nie – wejdźmin cofnął się. – Nawet o tym nie myśl.
++++++Balonowa uniosła brew.
++++++– Inaczej powiem mężowi, że pomogłeś uciec Katarzynie, a tego byśmy nie chcieli, prawda?
++++++– A ty mnie nie szantażuj, bo powiem wszystkim co robiłaś z lasodymaczem!
++++++Helena zacisnęła wąskie usta.
++++++– Dobrze, w takim razie zawrzyjmy rozejm – zaproponowała. – Nie będziemy się przecież licytować. Ale pan młody leży tu z twojej winy, więc z łaski swojej musisz go zastąpić, inaczej wszyscy spłoniemy żywcem. W najlepszym przypadku.
++++++– O rany boskie… – wyjęczał wejdźmin i pochylił się nad półnagim młodzieńcem podnosząc kawałki jego zbroi. – Ja nie umiem brać ślubu.
++++++– Po prostu rób to, co mówi ksiądz.
++++++– Mhm, już to kiedyś słyszałem.
++++++– Ja w tym czasie zajmę się panem młodym i nikt się nie zorientuje.
++++++– A panna młoda?
++++++– Panna młoda jest niewidoma od urodzenia.

++++++Goście weselni oczekiwali nadejścia przyszłej mężatki. Pastor dokonywał ostatnich poprawek na ołtarzu, flecista umilał czas zgromadzonych delikatna muzyką, a wejdźmin Gejralt stał na ślubnym kobiercu po zęby zapięty w zbroję, w której zmieściłyby się ze dwie osoby. Nie musiał nawet ściągać ubrań. Wreszcie drzwi otworzyły się. Panna młoda powoli kroczyła w stronę ołtarza, co drugi krok rozrzucając kwiaty ze swej kreacji na boki. Drogę tę ćwiczyła wiele razy i wiedziała, że musi się zatrzymać po czterdziestu sześciu krokach. Kiedy wreszcie dotknęła zbroi swego lubego, z jej kreacji prawie nic nie zostało. Ceremonia zaślubin przebiegała bez większych problemów, do momentu, kiedy kapłan wypowiedział następujące słowa:
++++++– A teraz, wedle tradycji, nowożeńcy udadzą się za Świętą Białą Kotarkę, aby skonsumować i zapieczętować swój nowo rozpoczęty związek. Zapraszam.
++++++– Co?… – spytał wejdźmin – ale Polenka Bo Mam Katar Siódma ruszyła z kopyta trzymając go pod ramię. Tę drogę też znała bardzo dobrze. Gejralt dokuśtykał do łoża, na które został pchnięty i zanim zdążył się ruszyć w niewygodnej zbroi, Polenka siedziała już na nim szukając dłońmi zaczepów blaszanego odzienia, które natychmiast usuwała.
++++++– Ale, no… – wystękał wejdźmin, próbując złapać jej nerwowe ręce. – Poczekaj przecież… Na pewno robiliśmy to już dużo razy, nie musimy akurat teraz, przy tych wszystkich ludziach. No weź przestań!
++++++Polenka przestała się ruszać.
++++++– O czym ty mówisz? Przecież czekaliśmy z tym aż do ślubu, tak jak chciałeś.
++++++– Naprawdę? O matko…
++++++– Masz jakiś dziwny głos.
++++++– Bo… Mam katar – wydusił wejdźmin i chcąc się wyrwać, zrzucił Polenkę z bioder, lecz nieprzyzwyczajony do sztywnej zbroi, zaciął się próbując wstać i przewrócił się z powrotem na łoże przygniatając ją własnym ciałem, co jeszcze bardziej ją rozochociło. Polenka chwyciła za sterczący pióropusz i zdjęła hełm z wejdźmina. Gejralt natychmiast rozłożył jej ręce na boki. Zamarł. Wiedział, że gdyby dotknęła jego twarzy, nie rozpoznałaby w niej swojego narzeczonego. Kątem oka spojrzał na osuwający się kosmyk swoich długich włosów, który zatrzymał się centymetr od jej nosa.
++++++– Jakoś inaczej pachniesz – stwierdziła. – Jakby… truskawkami?
++++++Śnieżnobiała kotara poruszyła się i rozchyliła nieznacznie. Helena Bo Mam Katar Druga wsunęła nos w szparę i przyłożyła palec do ust, a Gejralt przypomniał sobie, co na jej życzenie ukrył pod tym łóżkiem. Balonowa próbowała wciągnąć nieprzytomnego pana młodego na łoże w absolutnej ciszy, a wejdźmin, chcąc kupić jej trochę czasu, ładnie poprosił Polenkę, żeby się nie ruszała. Kazał jej obiecać, a kiedy obiecała, zdjął z siebie resztki zbroi opowiadając jej ulubioną historyjkę Mlaskra o sprośnym kurczaczku i sięgnął po czekoladowe trofeum, co nie spodobało się Helenie. Balonowa wypuściła z rąk Gruszkona, który runął na ziemię, rzuciła się wejdźminowi na plecy i próbując odzyskać trofeum, rozdarła mu koszulę. Polenka, która zorientowała się że coś jest nie tak, zaczęła krzyczeć, ku uciesze gości, którzy żywo kibicowali nowożeńcom. Helena uspokoiła ją, szepcząc: „Spokojnie! To ja, twoja nowa ciocia!”, a wejdźmin usiadł na niej, żeby nie uciekła i przerzucił lekką jak piórko Helenę do przodu. Nie chciał jej zrobić krzywdy, marzył tylko o tym, aby przestała go ciągnąć za włosy. W tej całej szarpaninie zdążył się już zmęczyć.
++++++Nagle kotara rozsunęła się z impetem. Balon Hendryk Bo mam Katar Drugi, który wyczuł, że coś tu śmierdzi, stanął jak wryty. Helena nie była w stanie zobaczyć męża, ponieważ jej suknia zadarła się i przykryła ją od pasa w górę. Gejralt siedział w rozkroku na dyszącej Polence przygniatając do niej biodrami ciężko oddychającą Helenę, której pośladki znajdowały się w miejscu, które zdecydowanie nie podobało się balonowi. Jeszcze bardziej nie podobał mu się czekoladowy odlew, który wejdźmin trzymał w ręce. Balon ryknął, zacisnął pięści i runął na łóżko przydeptując wcześniej pana młodego, o którego się potknął. Gejralt wyskoczył zza kotary jak poparzony i wylądował na sali weselnej, wprawiając gości w zdumienie. Chodź nie był Gruszkonem, i tak dostał gromkie brawa, bo wyglądał na nieźle sponiewieranego, a ta publika – jak każda inna – lubiła niespodziewane zwroty akcji. Rozejrzał się w poszukiwaniu najkrótszej drogi ucieczki, ale wszystkie wyjścia zablokowała straż. Balon Hendryk wyszedł mu na przeciw. Wejdźmin rozluźnił przygotowane do ucieczki mięśnie i wyprostował się.
++++++– Ty wstrętny, podły karaluchu! – rozdarł się balon, krocząc w jego stronę.
++++++– To wszystko totalnie nie było tak jak myślisz… – tłumaczył wejdźmin, cofając się powoli.
++++++– Zamknij się! Stawaj do walki, tchórzu!
++++++– No ale daj mi wyjaśnić…
++++++– WALCZ!
++++++– Nie będę się bił z balonem, zresztą nie ma o co.
++++++Strażnicy zacieśnili koło.
++++++– Na pięści, czy na miecze?! – nie ustępował balon.
++++++Wejdźmin uznał, że już woli na miecze i zaczął rozpinać spodnie.
++++++– Co ty robisz, zboczeńcu jeden?! Jeszcze ci mało?!
++++++– No na miecze, tak? – Gejralt rozłożył ręce.
++++++Balon poczerwieniał i ruszył na przeciwnika z zaciśniętymi pięściami. Rzucił się na niego i obydwoje wykonali parę fikołków. Wejdźmin zaliczył kilka twardych upadków, w przeciwieństwie do okrągłego balona, który odbijał się od ziemi niczym piłka. Obroty w końcu ustały i Hendryk wylądował na Gejralcie nadziewając się na coś w kieszeni jego eleganckich spodni. Obydwoje znieruchomieli. Balon rozszerzył oczy. Cichy świst i lekkie pryknięcie rozeszło się po sali. Gejralt sięgnął do kieszeni i wyjął z niej wykałaczkę, która przebiła nogawkę.
++++++– O cholera – powiedział.
++++++Balonowa Helena rozdarła białą kotarę i zdmuchnęła suknię z czoła. Z piskiem ruszyła na przód. Nim dobiegała, dostała flakiem Hendryka w twarz. Obróciła go kilka razy w dłoniach i zaczęła pompować męża przez wentyl umieszczony na końcu jednej z cieńszych kończyn. Wejdźmin wzdrygnął się na ten widok i chcąc uratować sytuację podgrzał balona ogniem, bo kiedyś widział coś podobnego i zapamiętał, że wtedy pomogło. Hendryk zaczął unosić się, aż zatrzymał się pod samym sufitem, próbując coś powiedzieć przepompowanymi ustami, ale nie dało się go zrozumieć. Helena wybałuszyła oczy na Gejralta i zaczęła go okładać czekoladowym trofeum z lasodymacza wrzeszcząc:
++++++– Wynocha! Skąd tyś się wziął w ogóle?!
++++++– Ja?! – pisknął Gejralt. – To wy tu jesteście wszyscy jacyś nienormalni!
++++++Wejdźmin bronił się rękami i nogami aż do samych drzwi, o które w końcu z impetem uderzył plecami. Jęknął.
++++++Zza kotarki wyszła Polenka.
++++++– Co to ma być!? – wrzasnęła. – Gdzie jest mój mąż!
++++++– Tu jestem, skarbie! – wymamrotał Gruszkon i chwiejnym krokiem minął Polenkę.
++++++Ktoś na sali począł się zastanawiać, ile jeszcze osób wyjdzie zza tej kotarki.
++++++– Stęskniłem się za tobą, misiaczku – powiedział Gruszkon miziając tu i tam już prawie wtopionego w drzwi, całkiem znieruchomiałego wejdźmina.
++++++– Nie – powiedział nagle zapatrzony gdzieś w nicość kapłan zrzucając z siebie święte szaty. – Unieważniam to małżeństwo – …i poszedł uderzyć się cegłą w głowę.
++++++Gejralt poczuł na sobie wzrok rozwścieczonych balonów i zsunął się po wypolerowanym drewnie aż do samego dołu.
++++++– A mogłem po prostu zostawić tego lasodymacza i napić się piwa z Zołmanem…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *