Opowiadanie XIII – „Biurokracja”

Marmurowy hol słynnego banku Fifaldich był wypełniony przepychem. Przepych był jedynym sposobem dotarcia do któregokolwiek z okrągłych okienek, za którymi siedzieli bankierzy. Przepychali się pracownicy, petenci i goście.
++++++– Jestem Sebastian, a ty? – powiedział jeden z pracowników do mocno już poddenerwowanego krasnoluda.
++++++– Urwij Pan Schnureck – przedstawił się szorstko petent. – Jestem tu dziewiąty raz. Przyszedłem wypłacić oszczędności.
++++++– Okienko 432 b – odparł młodzieniec w okularach. – Proszę upewnić się, że wypełnił pan żółty druk A-7. Dziękuję. Następny!
++++++– Byłem już tam! Tak samo jak w okienku 431 c i 529 z! I 2314-CHUJ! Powiedzieli mi, że mam przyjść tutaj. Nigdzie się, kurwa, stąd nie ruszam.
++++++– Proszę pana, upoważnienie B-12, które zapewne otrzymał pan w okienku 529 z obowiązuje tylko we wtorek. Dzisiaj jest środa. A zatem powinien pan udać się z nim do okienka 432 b celem certyfikacji, a następnie przynieść ją tu z pięczątką z okienka 202, wtedy będziemy mogli…
++++++– Masz! Jeszcze resztę pieniędzy co je mam w kieszeni! Gówno mnie to obchodzi! – wrzasnął krasnolud rzucając do okienka kilka złotych monet. – Gówno!

Młodzieniec zmarszczył brwi.
++++++– Naprawdę powinien pan się udać do okien… – powiedział.
++++++– Ble ble ble ble ble ble ble ble – wydarł się petent, którego oczy zdawały się teraz rozbiegać na boki. – Srututu tu tu tu!

Krasnolud wybiegł z holu.

Pewien wejdźmin, który cierpliwie czekał na swoją kolej na ławeczce przylegającej do ściany, ziewnął.
++++++– Mlaskier, już mi się nie chce czekać w tej kolejce – rzekł do swojego towarzysza, który zajęty był nauką gry na obgryzanych paznokciach.

Czekali już z górą dwie godziny, a jedyną ich rozrywką (z wyjątkiem gry na paznokciach) było obserwowanie perypetii próbujących załatwić proste sprawy klientów banku.
++++++– Zjadłem kozę – skomentował sytuację Mlaskier.
++++++– To bardzo nieładnie – odparł Gejralt obserwując jak Urwij Pan Schnureck próbuje otworzyć głową drzwi, które, o czym nie wiedział, otwierały się do środka.
++++++Wejdźmin został wywołany trzy dni później. Nie podszedł jednak do kasy, ponieważ pogrążony był we śnie, którego fabuły nie można opowiadać w godzinach dziennych. Zrobił to więc jego towarzysz.
++++++– Dzień dobry. Jestem Sebastian, a ty? – zapytał młodzieniec w okienku.
++++++– A ja nie – odpowiedział rzeczowo poeta.

Zapadła chwila milczenia.

++++++– Ee.. W jakiej sprawie? – odzyskał animusz kasjer.
++++++– Zjadłem kozę – powiedział Mlaskier patrząc tępo.
++++++– Chcielibyśmy pobrać nagrodę za pokonanie dwóch lasodymaczy i jednej foki – rzucił znad jego ramienia wejdźmin, który gdzieś w międzyczasie obudził się – Na ten czek.
++++++Wejdźmin wsunął mocno już pomięty druczek w dziurę okienka. Kasjer przyjrzał się świstkowi.
++++++– Nie ma tu nic o foce – stwierdził.
++++++– Foka była przypadkiem – wzruszył ramionami Wejdźmin. – Sam nie wiem, skąd się wzięła w środku lasu.

***
Foka siedziała na gałęzi i obserwowała ich złowrogo.
++++++– Jaka słodziutka!!! – zapiszczał Gejralt i natychmiast podbiegł ją pogłaskać.
Zwierzę patrzyło na jego rękę, aż ta zbliżyła się na odległość dotyku.
Wtedy zaatakowało.
++++++Na liście stu zwierząt, które najlepiej radzą sobie z rzucaniem się na wrogów z gałęzi w morderczych zamiarach, foki nie figurują na pierwszym miejscu. Foka spadła z gałęzi i wbiła się głową w grunt.
++++++– Hm – burknął wejdźmin patrząc na nią sceptycznie. – Moim zdaniem to nie jest foka.

***
++++++– W każdym razie – kontynuował. – Ten kwitek upoważnia nas do wypłacenia 300 wyrżnijmijskich koron i sześciu lizaków malinowych.
++++++– Hmm – zastanowił się Sebastian. – Mam związane ręce, chyba że macie czerwony druk A-9 powtierdzający ważność czeku. Okienko 403 A.
++++++– Mamy majtki – wtrącił Mlaskier. – W domu.
++++++– Niestety, potrzebny jest druk A-9 – obstawał przy swoim kasjer.
++++++– No dobrze – westchnął wejdźmin. – Zasłużył pan na buziaczka.
Niespodziewanie kasjer zastygł w bezruchu.
++++++– O boże! Mlaskier, on nie żyje!
++++++Oczy wejdźmina rozszerzały się geometrycznie. Po dramatycznych dwóch sekundach, wróciły do normalnego rozmiaru.
++++++Gejralt działał szybko. Założył na głowę specjalną czapkę z daszkami po obu stronach.
++++++– Mlaskierku – powiedział.- To jest zadanie dla detektywa Gejralta.
++++++– Wejdźminku – zauważył jego towarzysz. – Swędzi mnie taki pies, co go spotkaliśmy szesnaście lat temu, pamiętasz?
++++++– Nie – stwierdził wejdźmin. – Trzeba zbadać ciało.
++++++Wejdźmin był na szczęście tak chudy, że bez problemu wcisnął się do kabiny przez okrągłą dziurę okienka.

Pobieżne oględziny zwłok nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Podobnie płonne okazały się oględziny dokładniejsze, z użyciem kilku specjalnych
wejdźmińskich instrumentów i jedej gumowej rękawiczki.
++++++– Już mi się nie chce rozwiązywac tej zagadki – uznał detektyw zdejmując czapkę.
++++++– A ja już wiem co się stało – powiedział obojętnie Mlaskier.
++++++– Co?
++++++– Ten pies miał pchły. I teraz my je mamy.
++++++– No tak.
Wejdźmin zmarszczył czoło.
++++++– Pchły, pchły… – zamruczał pod nosem. – Mlasker, jesteś genialny!
++++++Poeta nie słyszał go, bo wydawało mu się, że odpadły mu uszy. Po chwili zmienił zdanie. Stwierdził, że jednak odpadły mu ręce.
++++++– Mówiłeś coś? – zapytał grajek.
++++++– Nie. Spójrz na tego trupa, co widzisz?
++++++– Odpadły mi oczy.
++++++– Rozumiem. W każdym razie, kiedy powiedziałeś o pchłach, zrozumiałem co się stało. Otóż pchły mają nóżki, tak? A co jeszcze ma nóżki?
++++++– Biedronki?
++++++– Tak. A co mają na skrzydełkach biedronki?
++++++– Kalesony?
++++++– Nie, Mlaskierku. Mają kropki. I, jak sam byś zobaczył, gdyby nie odpadły ci oczy, ten oto tutaj kasjer ma na policzku małą, czarną, kropkę. Wniosek może być tylko jeden. Nagle umarł na raka.
++++++Mlaskier zapomniał, że cokolwiek mu odpadło, przyjrzał się więc denatowi z bliska. Stwierdził przy tym, że mimo, że ten pozostaje kompletnie nieruchomy, jego otwarte oczy zdają się na zmianę podążać od niego do stojącego obok wejdźmina i z powrotem. Gdzieś w ich głębi czaił się błogi spokój. Chociaż lepszym określeniem byłoby “przerażenie”.
++++++– Gejraalt – powiedział poeta. – A on chyba tak nie do końca jest martwy.
++++++– Co? – sporzał na kasjera wejdźmin. – W takim razie może da się go jeszcze uratować! Potrzebny nam będzie duży ogórek i słój łoju. I gdzie jest ta rękawiczka… Hmm. Przysiągłbym że jej nie zdejmowałem. Może się zassała…?
Ciało, od czasu badania przewieszone przez poręcz krzesła zadygotało.
Mlaskier zbliżył do niego ucho.
++++++– On bardzo cichutko coś mówi – stwierdził dłubiąc w nosie. – Że absolutnie mamy go nie ratować. Ale mamy sobie wziąć pieniądze z kasetki. Lizaki wyszły, ale ma w kieszeni dwie krówki. I że mamy iść w … tego nie rozumiem. Chyba jest po niemiecku. Bis du?
Wejdźmin podrapał się po głowie i wzruszył ramionami.
– Nie będziemy nikogo ratować na siłę – ciało przestało dygotać. – No dobra. Bierz te krówki.

Kiedy czterdzieści osiem godzin później znak unieruchamiający przestał działać, Sebastian zwolnił się z pracy i został kucharzem. Tak, jak zawsze marzył.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *