Opowiadanie V – „Żubu żuż”

++++++Rogata istota wpatrywała się w ogień. Jej dom, dziwny wymiar pomiędzy rzeczywistościami, pełen był płomieni, które nigdy nie gasły. Istota, nawet po tysiącleciach obserwowania jak trawią wypaloną już doszczętnie ziemię wciąż była nimi zafascynowana. Nie było to jednak jej jedyne zajęcie. Często udawała się do innego świata, pełnego zieleni, gdzie niebo było niebieskie. Czasem ograniczała swoją działalność do spraw błahych, takich jak przesunięcie czyjejś nogi zbyt blisko krawędzi mebla, tak aby mały palec uderzył w nią z impetem. Czasem pomogła wywołać wojnę. Czasem kusiła dzieci aby zbliżyły się do krawędzi urwiska. Czasem podpisywała umowy.
++++++Nieszczęśnicy, którzy za cenę kilku ziemskich przyjemności zaprzedali się kiedyś Istocie przemierzali teraz jej świat, wypaleni i smutni w płonnej nadziei na ratunek, który nigdy nie miał nadejść.
++++++Istota odwróciła się i spojrzała w głąb stojącej na czarnym głazie kryształowej kuli. O ile drobne nieprzyjemności mogły spotkać każdego, prawdziwe, satysfakcjonujące kuszenie wymagało nieprzeciętnego materiału. Najlepiej nieprzeciętnie głupiego. Kryształowa kula pokazywała coraz to inne osoby. Piekarz, który marzył o karierze presidigitatora. Dziewczynka, którą skrycie ciekawiło czego właściwie chcą od niej ci dziwni panowie w płaszczach, oferując jej cukierka. Nuda, pomyślała Istota. I wtedy coś ją zainteresowało.

++++++Mlaskier i Wejdźmin siedzieli sobie nad brzegiem jeziorka mocząc nogi w mieniącej się wodzie. Coś zakotłowało się za nimi. Kiedy się odwrócili, stwierdzili, że patrzą na osobliwego jegomościa. Z grubsza wyglądał dość ludzko, ale jego oczy były nieskończenie głębokie i czarne, miał ogon, który, zaostrzony, poruszał się złowrogo na boki, a zamiast stóp miał kopyta. Z jego głowy wystawały dwa niewielkie rogi. Ubrany był w eleganckie, czarne szaty.
Przybysz przyjrzał się im i ukłonił się nisko z paskudnym uśmiechem.

++++++– Witajcie przyjaciele. Różnie mnie zwą. Ja jednak preferuję być nazywany prosto. Moi drodzy, wierzcie w to lub nie, ale stoicie właśnie twarzą w twarz z Diabłem – rzekł przedziwnym głosem i zrobił dramatyczną pauzę. Wejdźmin i Mlaskier patrzyli na niego nierozumiejąco. Diabeł poczekał jeszcze chwilę ale wyglądało na to, że nie zrobił wielkiego wrażenia.
++++++– Ekhm. Spotkała was właśnie nie lada okazja. Powiedzcie mi czego chcecie, a będzie to spełnione. Możecie swe najskrytsze…
++++++– Żubu żuż!
++++++– Co? – Diabeł spojrzał na Mlaskra.
++++++– Chcę żubu żuż. Bez musztardy.

++++++Diabeł spojrzał pytająco na Wejdźmina ale ten tylko uśmiechnął się i zamrugał rzęsami. Zwrócił się na powrót do grajka, który wpatrywał się w niego z wyczekującym uśmiechem. Diabeł podniósł jedną brew. W końcu dał za wygraną.
++++++– Co to jest? – zapytał powoli.
++++++– Taki jakby keczup, tylko brązowy i śmierdzi – powiedział Mlaskier.
++++++– To drugie. Na ży.
++++++– Nie wiem. Ale bardzo bym to chciał.
++++++– Boże święty – powiedział Diabeł.

Na niebie nad nimi pojawił się rozstęp w chmurach, przez który zaświeciło słońce.
++++++– NO? – rozległ się grzmiący głos.
Diabeł złapał się powoli za nasadę nosa.
++++++– Nic, tak tylko se powiedziałem.
Światło zniknęło.

++++++– Dobra. Słuchajcie – powiedział, porzucając swój dramatyczny głos i mówiąc normalnie. – Możecie zażyczyć sobie czego chcecie, co istnieje.
++++++Diabeł wyjął zza pazuchy piękny, obły kamień. Jego powierzchnia mieniła się wszystkimi kolorami tęczy a powietrze wokół niego falowało magią. Położył go przed nimi z namaszczeniem.
++++++– To jest na przykład kamień filozoficzny. Można za jego pomocą zamienić nawet najpodlejszy metal w czyste złoto. Możecie też chcieć sławy, bogactwa, zdrow…
++++++– Żubu żuż – wymamrotał niepocieszony grajek.
++++++– A ja w sumie mam życzenie – powiedział Wejdźmin.
++++++– Dobrze. Ty się w tym czasie zastanowisz – mruknął półgłosem Diabeł do Mlaskra. – A zatem, Wejdźminie Gejralcie. Wypowiedz swe życzenie, ale waż słowa bo nigdy nie wiadomo jakie konsekwencje przynieść może to, czego pragniemy.
++++++– Chcę to co Mlaskier.
++++++Diabeł przez chwilę poważnie rozważał karierę bibliotekarza. Postanowił spróbować innej taktyki. Wyjął z kieszeni urwane ucho od kubka.
++++++– Macie. To jest żubu żuż – powiedział ostrożnie.
++++++– O w mordę! – krzyknął Mlaskier i zaklaskał. – Panie diaboł, zrobię dla pana wszystko.
++++++– Możemy zapłacić w naturze – puścił do niego oczko wejdźmin.
++++++– Co… co? – Diabeł nie był pewny czy zrozumiał. – Nie. Co? Nie. Podpiszecie cyrograf.
++++++– Co to – powiedział Mlaskier.

++++++Po licznych wyjaśnieniach i trzech cyrografach zjedzonych przez jednego z nich, Diabeł przedstawił im ostateczną wersję umowy.
++++++– … czyli mamy ci oddać nasze dusze w zamian za to – powiedział kpiącym tonem Wejdźmin wskazując palcem żubu żuż. – Ta umowa wydaje się trochę niesprawiedliwa.
++++++– No… – odparł Diabeł. – Cóż, mogę dorzucić jeszcze…
++++++– W zasadzie – przerwał mu Gejralt. – Jak chcesz. Nie będziemy wnikać czemu dajesz się tak wycyckać. Umowa stoi.
Diabeł zaniemówił na chwilę.
++++++– A zatem wszystko w porządku – uśmiechnął się szeroko. – Podpisujcie.
++++++– Zaraz – powiedział Mlaskier. – Co jak nam się skończy?
++++++– Co?
++++++– No żubu żuż. Co jak nam się skończy. Chcemy nowego żubu żuż co miesiąc.
++++++Diabeł przypomniał sobie dzieciństwo. Było takie beztroskie. Pstryknął palcami a tekst na umowie zmienił się aby spełnić nową wersję życzenia jego rozmówców.
++++++– Masz rację, Mlaskier – powiedział Wejdźmin. – Nie pomyślałem o tym. Skoro tak, to chcemy jeszcze…

++++++AAA!!!- wydarł się Diabeł i wskoczył do jeziora, goniąc swój kamień filozoficzny, za pomocą którego Mlaskier właśnie puścił kaczkę. Po dwudziestu minutach nurkowania wylazł, ociekając wodą i mamrocząc coś o rybach i mule. Kamienia nie znalazł.
++++++– Jak mówiłem – ciągnął Wejdźmin. – Chcemy jeszcze gwarancji, że będzie bez musztardy.

Diabeł przewrócił oczami i pstryknął.
++++++– Macie.
++++++– Za to płacimy dwie dusze.
++++++– Tak.
++++++– Na pewno?
++++++– Tak.
++++++– To jakoś podejrzanie tanio.
++++++– Tak. Nie! Jest tak jak chcieliście.
++++++– Czyli dwie dusze, nasze.
++++++– Tak.
++++++– Czyli dwie dusze w zamian za jedno żubu żuż z gwarancją bez musztardy. Proszę jeszcze dopisać że reklamacji nie uznajemy.

Diabeł pstryknął. Tekst na umowie zmienił się.

++++++– Dwie dusze i kamień.
++++++– Tak.

Diabeł pstryknął.

++++++– A nie, to pan miał kamień.
++++++– Tak. Co? – Diabeł patrzył to na Wejdźmina, to na Mlaskra. – A, tak! To ja, nie wy.

Pstryk.
++++++– Czyli dwie dusze i żubu żuż, w zamian za kamień.

Pstryk.

++++++– Kamień, dwie dusze i żubu żuż, to wszystko dla nas. Może być bez kamienia i bez musztardy.

Pstryk.
++++++– Bez musztardy ani keczupu – dodał Mlaskier. – Ale może być sos.
Pstryk.
++++++– Sos z keczupem bez musztardy ale z kamieniem nie wchodzi na przykład w grę – pokiwał głową Wejdźmin.
Pstryk.
++++++– Butelka. Chcemy żeby pan siedział w butelce.
Pstryk.
++++++– Skończcie wreszcie to gadanie! – wydarł się Diabeł.

++++++Wejdźmin wzruszył ramionami i podpisał umowę. Diabeł jeszcze przez chwilę wodził oczami od Gejralta do Mlaskra. Potem coś sobie uświadomił.
++++++
++++++Gejralt pieczołowicie wykaligrafował na etykietce napis “Eliksir Diaboł w Butelce”. Nie bardzo wiedzieli o co chodziło temu dziwnemu przybyszowi, a umowa, którą z nimi zawarł wydawała się osobliwa. Nie byli jednak z typu tych, co szukają dziury w całym. Przynajmniej nie w metaforycznym sensie. Wejdźmin włożył skończony flakonik do torby, pomiędzy “Coś fajnego” i “Ja Pierdolę”. I siedzieli sobie dalej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *