PROLOG

Gejralt, ubrany w nowiuśką cekinową kolczugę, skórzane leginsy i trzewiki wykonane z najznamienitszej skóry z koziego zadka, oraz jego przyjaciel Mlaskier w elfickim nakryciu głowy z tęczowym piórkiem z tylnej części pawiokołaka, które dostał od Gejralta w prezencie, podążali w kierunku bramy Wyrżnijmy, aby dobić targu z królem Fjutestem.
– Stać! – warknął strażnik. – Kto idzie?
– Gejralt z Ruii do króla.
– W jakiej sprawie?
– Hm, osobistej.
Strażnik spojrzał na ich barwne stroje i uznał, że to z pewnością przyjaciele władcy, którego strzeże.
– Dobra, wchodźcie. Ty nie! Pojedynczo! – dodał, blokując Mlaskra.
– On też musi wejść – zauważył Gejralt.
– Mam nowy wierszyk dla Fjutesta – wytłumaczył Mlaskier, unosząc lutnię.
Strażnik cofnął się burcząc coś pod nosem.
– Mężczyźni – skwitował Gejralt. – Pospieszmy się, bo Fjutest za spóźnienie może nas nawet wychłostać.
– To może poczekamy?

Komnata króla była pusta, ale jego wierny sługa, którego imienia nikt nie pamięta, bo jest za długie, prędko ich rozpoznał i zaprowadził do swojego pana.
Król Fjutest na ich widok ucieszył się podwójnie, ponieważ właśnie brał kąpiel.
– Gejralt! – wrzasnął. – Jak ja ci, kurwa, zazdroszczę tych włosów!
Gejralt trzepnął głową sprawiając, że jego długie srebrne włosy z różowym pasemkiem pośrodku opadły mu na ramiona.
– Masz? – zapytał król.
Gejralt zachichotał.
– Mam – odparł wyciągając z torebki ametystowe stringi.
– Przepiękne! – krzyknął Fjutest. – Nosiłeś?
– Jeden dzień.
– Dobrze. A wierszyk? – zapytał zwracając się do grajka.
– Gotowy – oznajmił Mlaskier.
– Doskonale. A zatem – król wstał i położył ręce na biodrach. – Gejralcie, czy mógłbyś nas zostawić samych?
Cała piana została w wannie.
– Jak to? – burknął wejdźmin.
– A tak to.
– Ostatni raz, Fjutest – Gejralt skrzyżował ręce na piersiach. – I moja zapłata. Niełatwo było to zdjąć z tyłka Dżemmefer.
– Domyślam się – skrzywił się Fjutest. – Fuj.

Jedna myśl na temat “PROLOG”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *